Trafne inwestycje rzeczowe | Trafne decyzje inwestycyjne
RSS
czwartek, 03 lutego 2011
Analiza wartości - 3 proste pytania

 

Analizę wartości możesz wykonać zadając sobie trzy proste pytania:

- Jakie TO pełni funkcje?

- Ile te funkcje kosztują?

- Czy te same funkcje można utrzymać ale przy mniejszym koszcie?

 

Tak na prawdę często po pierwszym (czasem po drugim) pytaniu może najść Cię refleksja: Czy zidentyfikowane funkcje są rzeczywiście potrzebne? Wtedy naturalnie nasunie Ci się kolejne pytanie: Z których funkcji możemy z powodzeniem zrezygnować obniżając przy tym koszty?

 

 

poniedziałek, 02 lutego 2009
Six Sigma narysowana

 

Dziś będzie krótko. Natknąłem się ostatnio w sieci na ilustrację, dzięki której możesz jednym rzutem oka ogarnąć istotę Six Sigma.

 

How does Six Sigma work 

[+] Otwórz w pełnym rozmiarze. 

 

Mnie akurat interesuje to zagadnienie ponieważ osobiście traktuję projekty Six Sigma jako rodzaj projektów inwestycyjnych. (Mamy jakieś nakłady początkowe, dzisiejsze, które skutkować mają przyszłymi korzyściami. Przy czym jutrzejsze korzyści są oczywiście niepewne.)

Tymi korzyściami z projektu Six Sigma jest bardziej ustabilizowany (mniej zmienny) proces. W dużym uproszczeniu można tu podać takie przykłady: Wszystkie paczki dostarczone na czas, pogotowie do każdego wypadku mieście w 15 minut, wszystkie wyprodukowane urządzenia pracują bezawaryjnie co najmniej rok.

O Six Sigma coś czuję, że będę tu jeszcze pisał...

 

Diagram został wykonany dla CIO Magazine przez firmę Dynamic Diagrams.

 

 

A tak zupełnie na marginesie:

Dynamic Diagrams zajmuje się przedstawianiem treści formie graficznej - po angielsku visual explanation. (Czy „komunikowanie wizualne" to dobry polski odpowiednik?)

Nie zamieszałem za bardzo? Zastanawiasz się co to jest „przedstawianie treści formie graficznej"? ;)

Dynamic Diagrams projektuje obrazki tak jak agencja reklamowa. Ale zwykła agencja reklamowa stawia na bardziej na artyzm, piękno i wolność artystyczną itp. itd. A w komunikowaniu wizualnym obrazek ma wyłącznie jeden cel - zakomunikować konkretną treść, czasem nawet bardzo specjalistyczną.

Obrazek pochodzi z broszury „Why Your Ideas Need Visual Explanation" (pdf). Dostępna jest na blogu firmy DD tu.

 

 


Na koniec prośba o Twoją opinie:

Czy diagram przybliżył Ci o co chodzi w Six Sigma? (to dla niewtajemniczonych)?

albo

Czy wg Ciebie diagram dobrze oddaje istotę Six Sigma? (to dla wtajemniczonych)?

 

 

 

 

sobota, 20 grudnia 2008
Projekty kluczowe czyli czy wszystko złoto co się świeci

 

Listy kluczowych projektów w unijnych programach operacyjnych powstawały w wielu przypadkach raczej na zasadzie łapanki. Stąd wiele inwestycji na tych listach to inwestycje dobrze wyglądające jedynie na pierwszy rzut oka.

Nie łudź się, że każdy wstępny pomysł można „dopracować". Porzucanie niewłaściwych dróg to też ważna cecha skutecznych inwestorów i zarządzających.

Historia w trzech aktach:

  • Jak to było czyli „łapanki" na listy kluczowych projektów
  • Spektakularne to nie to samo co potrzebne
  • Mit dopracowywania pomysłów

 

Gazeta Wyborcza piórem Konrada Niklewicza alarmuje, że nie są gotowe do realizacji projekty z tak zwanych list kluczowych projektów w programach operacyjnych. I ten artykuł zainspirował mnie na tyle żeby podzielić się poniższymi spostrzeżeniami.

 

Jak to było czyli „łapanki" na listy kluczowych projektów

Wyjaśnienia wymaga fakt, że w wielu przypadkach projekty te były wpisywane na listę bardziej na zasadzie łapanki... Tak, łapanki... tak to należy nazwać.

Pamiętam, że z uwagą przyglądałem się naborom na listy projektów kluczowych w różnych programach operacyjnych. A było to gdzieś na początku 2006 roku czyli ponad półtora roku temu.

Komunikaty przekazywane do zainteresowanych przez instytucje zarządzające/wdrażające programami były mniej więcej takie:

  • Składajcie wnioski na „ciekawe" pomysły!
  • Pomysły nie muszą być gotowe; dopracujecie je później!
  • Pomysły składajcie szybko (bo czas nagli)!
  • Do dofinansowania wybierzemy pomysły najciekawsze -> „najważniejsze" -> kluczowe!

Wybrane pomysły zgodnie z tym co pisze Gazeta Wyborcza miały gwarancje otrzymania dofinansowania poza jakimikolwiek konkursami (oczywiście pod warunkiem przygotowania kompletnej dokumentacji realizacyjnej).

Mogłoby się wydawać, że sytuacja wręcz idealna dla wybranych beneficjentów. Zagwarantowano im pieniążki często na podstawie na szybko zrobionych wizualizacji architektonicznych.

 

Spektakularne to nie to samo co potrzebne

Problem w tym, że ciekawe pomysły to nie koniecznie dobre pomysły. Ciekawe pomysły to często pomysły wyłącznie spektakularne. W przypadku inwestycji publicznych ciekawe projekty to nie koniecznie te, które powodują wzrost dobrobytu (lokalnego lub ogólnokrajowego).

Jak się przyjrzeć listom projektów kluczowych w różnych programach operacyjnych to można dostrzec (chociażby po tytułach), że to przede wszystkim spektakularne pomysły.

Osobiście znam co najmniej jeden projekt z jednej z list kluczowych (nie wymieniony w artykule GW), który najprawdopodobniej zostanie zarzucony. Szczegóły zachowam dla siebie. Powiem tylko, że tytuł był piękny a wizualizacje imponujące. Osobiście nie dziwie się, że w odpowiednim czasie usadowił się na liście kluczowych projektów.

Niestety po przechodzeniu do coraz większych szczegółów, kiedy różni uczestnicy projektu musiały podejmować pewne zobowiązania stopniowo okazywało się, że projekt jest wyłącznie błyskotliwy a (społeczne) korzyści nie przekraczają (społecznych) kosztów.

Gdyby jednak jakimś cudem powstał zapewne byłby jednym wdzięczniejszych tematów notatek prasowych i reportaży telewizyjnych.

No ale co można wybrać jak się wybiera szybko? Co można wybrać jak się wybiera wyłącznie spektakularne pomysły?

 

Mit dopracowywania pomysłów

Przede wszystkim jest gigantycznym mitem twierdzenie, że wszystkie błyskotliwe pomysły można „dopracować" i doprowadzić do fazy realizacji... To znaczy doprowadzić do fazy realizacji można zawsze (niestety). Ale czy można dopracować?

Dopracowywanie to nic innego jak przechodzenie do coraz większych szczegółów. Zarówno w sensie techniczno-architektonicznym ale również ekonomiczno-finansowym.

W sensie techniczno-architektonicznym można dopracować praktycznie każdą wcześniejszą wizualizację. Można wykonać później dokładną koncepcję architektoniczną, projekt budowlany potem projekt wykonawczy, uzyskać pozwolenie na budowę a w końcu rozpocząć i ukończyć budowę.

Jeżeli jednak chodzi o sens inwestycji czyli uzasadnienie ekonomiczno-finansowe to normalne jest, że wiele idei, przedsięwzięć, inwestycji przestaje być zasadnymi gdy przechodzimy do coraz większych szczegółów. I przecież dzieje się tak zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym.

Kiepski (obiektywnie) pomysł na poziomie wstępnego pomysłu pozostaje kiepskim pomysłem po dopracowaniu.

To tak jak owoc, który w sklepie prezentował się smakowicie a po obraniu okazuje się kompletnie nie do zjedzenia.

Przecież nie jemy kompletnie zgniłych w środku owoców tylko dla tego, że z zewnątrz wyglądały pięknie.

I każdy proces inwestycyjny właśnie powinien być tak zorganizowany aby odpowiednio wcześnie identyfikować i eliminować kiepskie pomysły. A nie „dopracowywać" za wszelką cenę do końca.

Często jest to trudne ponieważ z długo przygotowywanym przedsięwzięciem zżywamy się emocjonalnie - trudno je zarzucić. To fakt i ja doskonale to rozumiem. Może właśnie dlatego warto pamiętać, że każda inwestycja nie kończy się w momencie przecięcia wstęgi. Trafna inwestycja to przede wszystkim jej późniejsze POZYTYWNE rezultaty.

Ciągnięcie dalej nietrafionych pomysłów to głównie koszty. Doprowadzenie kiepskich pomysłów do realizacji to większe koszty (inwestycyjne). Wdrożenie kiepskich pomysłów do eksploatacji to jeszcze większe koszty (eksploatacyjne).

W dodatku koszty eksploatacyjne „programowane" są na wiele lat i prawie zawsze są wyższe (istotniejsze) niż koszty inwestycyjne.

 

Także: 

Jak uświadomimy sobie w jakich okolicznościach powstawały listy projektów kluczowych to nie powinno dziwić, że część projektów się wykruszy z tych list.

Wszystkim inwestorom, menedżerom inwestycji życzę wczesnego identyfikowania kiepskich przedsięwzięć aby zaoszczędzone środki można było spożytkować na inwestycje, z których będziecie mogli być dumni przez lata.

 

 

 

niedziela, 16 listopada 2008
Dlaczego zarządzanie firmą = zarządzanie inwestycjami rzeczowymi?

 

Na zarządzanie firmą nieraz trzeba spojrzeć jak na zarządzanie inwestycjami rzeczowymi firmy.

Inwestycje rzeczowe wymagają codziennego zarządzania. Inwestycje finansowe są w dużej mierze „samoobsługowe".

Patrząc na zarządzanie firmą jak na zarządzanie inwestycjami rzeczowymi masz szansę doskonalić swoje własne analizy przedinwestycyjne (które i tak robisz niezależnie od tego czy robisz je świadomie). 

 

Firmę można postrzegać na różne sposoby. Można postrzegać firmę jako zespół współpracujących ludzi. Można postrzegać firmę jako zestaw zasobów. Zasobów materialnych jak budynki i urządzenia, zasobów niematerialnych jak wiedza, kompetencje pracowników, posiadane patenty czy też dobre relacje z klientami.

Można też postrzegać firmę jako twór typowo prawny (mający swoją osobowość prawną bądź nie mający takiej osobowości).

Sposobów spojrzenia na firmę może być właściwie nieskończenie wiele. Każdy sposób patrzenia (z tych wymienionych wyżej i tych niewymienionych) może okazać się przydatny w różnych sytuacjach.

A gdyby spojrzeć na zarządzanie firmą jak na zarządzanie inwestycjami rzeczowymi (tej firmy)?

Zraz dowiesz się jakie korzyści możesz mieć z takiego patrzenia na firmę.

W poprzednim artykuliku (Firma jako „wiązka inwestycji") napisałem, że firma to wiązka inwestycji rzeczowych. Niniejszy artykulik należy traktować po prostu jako rozwinięcie tamtego.

Najlepiej będzie jak porównam zarządzanie inwestycjami rzeczowymi z zarządzaniem inwestycjami finansowymi.

 

Inwestycje finansowe to inwestycje „samoobsługowe"

Tak, inwestycje finansowe są w dużej mierze „samoobsługowe".

Lokata bankowa - inwestycja „samoobsługowa"

Zanosisz lokatę do banku -> kilka lat nic nie robisz -> wypłacasz lokatę z odsetkami.


Zakup akcji - inwestycja „samoobsługowa"

Kupujesz akcje -> kilka lat nic nie robisz (a może w między czasie dostajesz dywidendy) -> sprzedajesz akcję (daj Boże za więcej niż kupiłeś;).

Wiem, wiem... Inwestycje finansowe potrafią posiwić wiele włosów. Niby „samoobsługowe" ale nie zawsze można przestać o nich myśleć.

Ich „samoobsługowość" w sensie nicnierobienia też jest nieraz względna. Niejednokrotnie inwestycje finansowe należy monitorować w czasie ich trwania. No i oczywiście podejmować odpowiednie decyzje:

  • Zamknąć lokatę i przełożyć do innego banku?
  • Sprzedać kupione akcje już teraz czy jeszcze poczekać?

 

Przyjmijmy więc, że „samoobsługowość" inwestycji finansowych jest względna ale coś takiego istnieje.

 

Inwestycje rzeczowe to inwestycje wybitnie „obsługowe"

Inwestycje rzeczowe z kolei to inwestycje WYBITNIE obsługowe. O ile przy inwestycjach finansowych powyżej opisane nicnierobienie jest przynajmniej teoretycznie możliwe to ja NIE WIDZĘ takiej możliwości przy inwestycjach rzeczowych.


Inwestycje rzeczowa wymaga codziennej pracy

 

Realizujesz inwestycję rzeczową -> non stop zarządzasz rezultatami tej inwestycji. Ponosisz koszty eksploatacyjne i realizujesz korzyści -> ...do końca jej trwania.

Koszty biorą się z codziennej, żmudnej pracy polegającej na zarządzaniu firmą czyli na utrzymaniu machiny firmowej w ruchu.

Korzyści (czy to w postaci bezpośrednich wpływów gotówkowych czy to w postaci korzyści pozafinansowych) też nie biorą się same z siebie. Żeby pojawiły się przychody musisz ciągle zarządzać (firmą) to znaczy przygotowywać oferty, ciągle nowe kampanie reklamowe, zdobywać klientów...

Proste... środek trwały (lub inny produkt inwestowania) to NIE samoczynna drukarka banknotów. To NIE perpetum mobile, które nie wymaga doglądania...

 

Zarządzanie = zarządzanie inwestycjami (czyli „uczenie się" firmy)


No i w końcu jaką główną korzyść masz z patrzenia na zarządzanie firmą jak na zarządzanie jej inwestycjami rzeczowymi?
Takie patrzenie pozwala zrozumieć sens wszystkich analiz przedinwestycyjnych. Za każdym razem gdy zarządzasz firmą na co dzień przypomnij sobie co zakładałeś(aś) wcześniej w momencie decyzji o podjęciu poszczególnych inwestycjach.

Zakładając korzyści z inwestycji zakładałeś(aś), że te korzyści zrealizują się w ramach codziennego zarządzania firmą.

Zakładając przyszłe koszty eksploatacyjne zakładałeś(aś), że te koszty będą rodziły się w ramach codziennego zarządzania firmą.

 

Czy bieżące decyzje, które musisz podjąć dziś są po twojej myśli? Jeżeli tak to najprawdopodobniej masz do czynienia z trafnymi inwestycjami. Jeżeli nie to zawsze przyszła analiza przedinwestycyjna może być trafniejsza... To okazja do nauki (i dobrze byłoby żeby te nauki były coraz tańsze).

Bo to, że takie analizy będziesz robił(a) nie ulega żadnej wątpliwości.

 

Czy rozumiesz już dlaczego zarządzanie firmą równa się zarządzaniu wszystkimi inwestycjami rzeczowymi tej firmy?

Komentarze mile widziane...

 

 

wtorek, 11 listopada 2008
Firma jako „wiązka inwestycji”

 

Wyobraź sobie, że każda firma to „wiązka inwestycji”.

Ten sposób postrzegania firmy pozwoli Ci uzmysłowić sobie jedną z najważniejszych zasad oceny przedsięwzięć inwestycyjnych. 

 

Firmę można analizować jako wiązkę inwestycji. Albo pojedynczą inwestycję jako część tej wiązki. Co to znaczy?

Każde przedsięwzięcie inwestycyjne ma swoje koszty inwestycyjne, koszty eksploatacyjne no i oczywiście korzyści. A w firmie mamy wiele takich przedsięwzięć. I są to bardzo różne przedsięwzięcia.

 

Różne przedsięwzięcia w jednej firmie (organizacji)

 

 

Cykl życia jednych przedsięwzięć jest długi (Projekt A). Być może są to jakieś przedsięwzięcia kluczowe.

Inne przedsięwzięcia mają równie długi horyzont i dodatkowo „więcej ważą”... Tzn. jeżeli chodzi o wartość generowanych korzyści dla firmy (Projekt B).

Niektóre przedsięwzięcia przynoszą sporo korzyści rocznych ale w krótkim okresie czasu. Zaledwie kilka lat... (Projekt C).

Wreszcie mamy w firmie przedsięwzięcia zupełnie drobne (niektóre wręcz mikroskopijne). Niska wartość korzyści, niska wartość kosztów eksploatacyjnych i niska wartość kosztów inwestycyjnych. Nie mniej są to inwestycje, które z jakichś względów zostały podjęte przez firmę (Projekt D).

A jakby złączyć te projekty?

 

Firma (organizacja) jako wiązka przedsięwzięć 

 

 

Jakby złączyć te projekty inwestycyjne to otrzymalibyśmy całkowity obraz przepływów gotówkowych firmy.

Wyobraź sobie dowolny punkt czasowy dowolnej firmy i pomyśl o przepływach gotówki w dowolnym roku (a nawet dniu).

  • Każda jedna złotówka przychodów wpływająca do firmy jest rezultatem jakiegoś wydatku inwestycyjnego z przeszłości.
  • Każda jedna złotówka wydatków inwestycyjnych firmy wynika oczywiście z jakiejś inwestycji.
  • Każda jedna złotówka kosztów (eksploatacyjnych) jest rezultatem jakiegoś wydatku inwestycyjnego poniesionego w przeszłości – jakiejś decyzji inwestycyjnej.


Przyznaję! Ten sposób patrzenia jest pewnym modelem.

Wiele przedsięwzięć inwestycyjnych nie generuje bezpośrednio wpływów gotówkowych. Tak, ale mogą generować oszczędności uwzględniane ogólnych wynikach firmy.

Wiele przedsięwzięć inwestycyjnych nie generuje bezpośrednio nawet żadnych rezultatów gotówkowych (nawet nie generuje wycenialnych oszczędności). Tak, ale te inwestycje pomagają realizować pewne cele, które zarząd uznaje za strategiczne. Te rezultaty zawsze wpływają (przynajmniej w założeniach – po to przecież zrealizowano inwestycję) na konkurencyjność firmy i „znajdziemy” je ostatecznie gdzieś w wynikach finansowych firmy.

Żeby podjąć dowolny wydatek inwestycyjny decydent uznał, że korzyści z takiej inwestycji przekroczą jej koszty (natychmiastowe inwestycyjne i późniejsze eksploatacyjne).

I właśnie dla tego ten sposób patrzenia pozwala uzmysłowić sobie jedną z najważniejszych reguł przy ocenie przedsięwzięć inwestycyjnych. A mianowicie:

Przed decyzją o jakimkolwiek wydatku inwestycyjnym należy rozważyć wszystkie koszty (inwestycyjne i eksploatacyjne) oraz korzyści związane z daną inwestycją. 

Nawet jak wydaje się to pewną idealizacją to właśnie taką wskazówką należy się kierować w procesie analitycznym.

A gdyby wszystkie korzyści i koszty były jednoznacznie wycenialne to ich suma (tj. suma wszystkich, ale to wszystkich rezultatów inwestycji) byłaby równoznaczna z wynikami finansowymi całej firmy. Jak na drugiej ilustracji.

 

 

poniedziałek, 10 listopada 2008
Co to jest inwestycja?

 

Inwestycja jest to dzisiejsze pewne poświęcenie (czegoś) dla osiągnięcia przyszłej niepewnej korzyści. 
 

 

Skoro blog traktuje o inwestycjach rzeczowych to warto może byłoby napisać co to jest inwestycja w ogóle.

No to ja proponuję taką:

Inwestycja jest to dzisiejsze pewne poświęcenie (czegoś) dla osiągnięcia przyszłej niepewnej korzyści.


W literaturze ekonomicznej różni autorzy podają różne definicje. Zachęcam do zapoznania się. Przyglądając się na jak na istotę inwestycji patrzą inni można dojść do własnych przemyśleń.

Bardzo dobre zestawienie definicji z literatury stworzył Waldemar Rogowski w książce „Rachunek efektywności przedsięwzięć inwestycyjnych”.

Z większość pozycji na liście w jakiś sposób się zetknąłem. Kiedyś sam chciałem stworzyć podobne zestawienie. Nie mniej zestawienie Rogowskiego jest naprawdę dobre i poglądowe więc uznałem że nie ma sensu wynajdywać koła na nowo.

Proszę... Oto ono: 

 

 

 

Bibliografia:
  • Rogowski, W. Rachunek efektywności przedsięwzięć inwestycyjnych. Kraków: Oficyna Ekonomiczna, 2006. ISBN 83-89355-21-3
     
 
piątek, 07 listopada 2008
Pijakowozy – jeden dobry pomysł i jeden zaginiony czynnik

 

W tym artykule opisuję „pijakowozy" jako przykład pokazujący, że zrealizowanie inwestycji w sensie zakupu jakiegoś środka trwałego to jeszcze nie rozwiązanie problemu.

Efektywność każdej inwestycji rzeczowej wynika z usprawnienia jakiegoś procesu.

I właśnie dlatego to proces powinien być w centrum uwagi tych co decydują i tych co planują inwestycje.

Historie opisałem w czterech częściach:

1. Pijakowóz - środek (w założeniach) adekwatny do problemu
2. Inwestycja zrealizowana - problem wyszedł inną dziurą
3. Czego zabrakło? - czyli analiza procesu
4. Kto płaci a kto korzysta - czyli analiza kosztów i korzyści

 

 

1. Pijakowóz – środek (w założeniach) adekwatny do problemu

Gazeta.pl doniosła, że straż miejska w Łodzi zakupiła dwa pijakowozy. Nazwa „pijakowóz” trafna i dość barwna (gratulacje dla twórcy terminu), problem nieprzyjemny ale cóż... Życie codzienne to nie tylko bankiety, kultura i sztuka. Życie codzienne to różne problemy, z którymi musimy sobie skutecznie dawać radę.

Co to jest pijakowóz?

Pijakowóz 

Pijakowóz to samochód przystosowany do transportu osób, którym nogi odmówiły posłuszeństwa po spożyciu większej ilości alkoholu. Kilka cech pijakowozu: łatwość mycia, antypoślizgowa podłoga, dobra wentylacja wnętrza.

Uzasadnienie decyzji inwestycyjnej o zakupie pijakowozu było dość przekonujące. Do tej pory klienci kwalifikujący się do pijakowozów korzystali z transportu karetkami pogotowia ratunkowego oraz radiowozami (policji i straży miejskiej).

Oczywiście rodziło to dość istotny problem. Po prostu specjalistyczny sprzęt przeznaczony do ratowania zdrowia i życia (karetka) czy porządku publicznego (radiowóz) był wykorzystywany tam gdzie trzeba było ledwie dowiedź w bezpieczny sposób delikwenta do izby... tzn. do MOPiTU.

(Miejski Ośrodek Profilaktyki i Terapii Uzależnień – MOPiTU to taki następca izby wytrzeźwień.)

Decyzja inwestycyjna o zakupie pijakowozów wydawała się całkowicie uzasadniona i była zapewne poprzedzona podobną analizą.

  • Praca karetki i zespołu karetki lepiej jest wykorzystywana przy nagłym ratowaniu zdrowia i życia a nie przy przewożeniu „śpiochów” do „żłobka”.
  • Praca radiowozu i patrolu policyjnego (lub standardowego patrolu straży miejskiej) lepiej jest wykorzystywana tam gdzie jest łamane prawo a nie przy konwojowaniu niegroźnych „śpiochów”.
  • Dodatkowo „śpioch” może często nietypowo pobrudzić otocznie. Wyobrażam sobie, że ani karetka ani radiowóz nie są do takich nietypowości przystosowane.
  • Do wożenia „śpiochów” wystarczy więc standardowy środek transportu odpowiednio zmodyfikowany. Zapewne najistotniejszą użytkowo modyfikacją powinno być łatwe przywrócenie czystości.

Takie mniej więcej uzasadnienie przyświecało zapewne decydentowi bądź decydentom.

 

2. Inwestycja zrealizowana – problem wyszedł inną dziurą

Niestety decyzja okazała się nietrafna (choć nie beznadziejna). Wkrótce wyszło, że aby system działał potrzebne są dodatkowe rozwiązania organizacyjne o czym również donosi gazeta.pl.

Okazało się, że owszem pijakowozy jeżdżą. Zbierają „klientów” z miasta i przywożą do izby... tzn. do MOPiTU. Niestety załoga pijakowozu często musi czekać w kolejce na przyjęcie „klienta” do izby... tzn. do MOPiTU nawet dwie godziny.

A gdy pijakowozy czekają w kolejce, zwożeniem kolejnych „klientów” z miasta zajmują się jak dawniej karetki pogotowia i zwykłe radiowozy-niepijakowozy.

Koniec końców nakład inwestycyjny (na pijakowozy) został poniesiony rezultatów brak (lub rezultaty są niesatysfakcjonujące).

Oczywiście na podstawie żadnego doniesienia prasowego nie mam zamiaru wyrokować ostatecznie. Na pewno mamy do czynienia z pewnym procesem i tylko pewne liczbowe parametry tego procesu mogłyby być dla mnie podstawą wyciągania ostatecznych wniosków.

Z artykułu wynika, że obecnie pogotowie, policja i straż miejska targują się wymieniając się różnymi argumentami:

Straż miejska mówi mniej więcej tak:
„Pijakowozy muszą mieć pierwszeństwo w kolejce do izby... tzn. do MOPiTU. Przecież muszą być wykorzystywane efektywnie. Kupiono je po to, żeby zwoziły pijaków a nie stały w kolejce.”

Pogotowie mówi mniej więcej tak:
„Karetki pogotowia powinny mieć pierwszeństwo w kolejce do MOPiTU. Przecież mają służyć ratowaniu życia a nie wożeniu pijaków. Z resztą po to zakupiono pijakowozy.”

Zakup pijakowozów z pewnością nie rozwiązał problemu. Można tu mówić o nietrafności inwestycji. Na szczęście tą nietrafność można jeszcze naprawić.

 

3. Czego zabrakło? – czyli analiza procesu

Podczas analizy inwestycji umknął co najmniej jeden kluczowy czynnik – wąskie gardło przy przyjęciu „klientów” do izby... tzn. do MOPiTU.

Celem każdej inwestycji rzeczowej jest przede wszystkim usprawnienie jakiegoś procesu a nie zakup czegoś.

Trafna inwestycja to przede wszystkim rezultat. Produkt projektu (tu zakupione pijakowozy) jest ważny ale tylko dlatego, że przyczynia się do osiągnięcia pewnego rezultatu. W tym przypadku sam pijakowóz był zdecydowanie elementem niewystarczającym.

Zmiany organizacyjne czyli zmiany procesów są nieraz dodatkowym niezbędnym elementem inwestycji (a gdzieniegdzie nawet wystarczają).

I tu właśnie zabrakło pewnej analizy całego procesu.

Jak taki proces powinien wyglądać? Nie podejmuję się odpowiedzieć na podstawie informacji wziętych artykułu prasowego.

Założyłbym pewnie, że proces zaczyna się w momencie pewnego zdarzenia gdy pewna osoba wymaga interwencji a kończy się w momencie gdy „śpioch” bezpiecznie chrapie w MOPiTU.

Oczywiście najciekawsze rzeczy dzieją się na poszczególnych etapach tego procesu. Osoba wymagająca interwencji to początek procesu. Jednak nie każda osoba wymagająca interwencji to akurat pijak.

I teraz pojawiają się różne przykładowe zagadnienia do rozstrzygnięcia:

  • W jakim czasie osoba powinna być zdiagnozowana (decyzja karetka czy pijakowóz)?
  • Kto może to stwierdzić i w jakim czasie? Jaki jest dopuszczalny margines błędu?
  • Jakie jest dobowe zapotrzebowanie na interwencje pijakowozów (i ile powinna trwać jedna interwencja)?
  • Jakie mogą być wartości ekstremalne (chwilowe)?
  • Gdzie mogą wystąpić wąskie gardła?
  • Z czego wąskie gardła wynikają i jak można złagodzić ich skutki?
  • Jak maksymalnie wykorzystać dostępne zasoby (pijakowozy, strażnicy miejscy, pracownicy MOPiTU)?

To akurat zapewne kwestie do rozwiązania tym bardziej, że izba... tj. MOPiTU i straż miejska z pijakowozami są obie miejskimi instytucjami. (A przypominam, że z artykułu wynika, że to w MOPiTU jest wąskie gardło).

 

4. Kto płaci a kto korzysta - czyli analiza kosztów i korzyści

Na tym przykładzie chcę jeszcze zwrócić uwagę na aspekt instytucjonalny.

Straż miejska to instytucja finansowana całkowicie przez lokalne władze (i przez lokalnych podatników). Pogotowie ratunkowe i policja to instytucje w niewielkim stopniu finansowane przez lokalnych podatników choć służą głównie lokalnej społeczności skoro działają lokalnie.

Władze miejskie nie mają prawnego obowiązku podejmowania dodatkowego ciężaru finansowo-organizacyjnego w postaci kosztów zakupu i eksploatacji pijakowozów.

Pozostawienie dotychczasowego stanu rzeczy zostawiałoby w „czysto miejskiej” straży miejskiej tylko część ogólnego problemu. Pozostała część problemu (większa?) spadałaby na instytucje w niewielkim stopniu finansowane przez lokalnego podatnika tj. na pogotowie ratunkowe i policję.

Czyli czysto organizacyjnie władze lokalne nie podejmując inwestycji miałyby większy „spokój” a czysto finansowo władze lokalne (a pośrednio społeczność lokalna) miałyby mniejsze wydatki (budżetowe).

Jednocześnie społeczność lokalna ponosiłaby całkowicie konsekwencje faktycznego marnotrawstwa lokalnych zasobów (karetki pogotowia nie zajmujące się poszkodowanymi tylko pijakami i radiowozy policji nie zajmujące przestępcami tylko się pijakami).

Dlatego sama idea zakupu i utrzymywania pijakowozów jest pozytywnym przykładem pewnej analizy kosztów i korzyści przeprowadzonej z punktu widzenia określonej tzw. grupy referencyjnej (w tym przypadku społeczność lokalna).

W tej analizie zabrakło jednak analizy pewnego istniejącego procesu (lub procesów). A te okazały się kluczowe dla osiągnięcia rezultatu. To akurat jest jeszcze zapewne do poprawienia.



Całą analizę przeprowadziłem i wszystkie wnioski wyciągnąłem wyłącznie na podstawie dwóch artykułów w portalu gazeta.pl. Być może znając sytuacje osobiście widziałbym niektóre kwestie inaczej. Nie mniej artykuł w gazecie zawiera na tyle istotne informacje (za co należą się gratulacje autorce), że może być lekcją dla innych:

Przy planowaniu i realizacji inwestycji rzeczowych najważniejszy jest rezultat (czyli to jak ona wpływa na nasze życie) a nie produkt (czyli to co zostaje kupione lub zbudowane w procesie inwestycyjnym).

 

 

środa, 12 marca 2008
Co to jest inwestycja rzeczowa?

 

Inwestycji rzeczowa - definicja.  

 

Najprościej można powiedzieć, że inwestycja rzeczowa to każda inwestycja, która nie jest inwestycją finansową.

No dobrze... Ale to jest definicja negatywna mówiąca czym inwestycja rzeczowa nie jest... Masz rację. Chcąc wytłumaczyć termin inwestycja rzeczowa można odwołać się do innej definicji. Oto ona:

Inwestycja rzeczowa to taka inwestycja, w której przedmiotem inwestowania jest środek trwały lub wartość niematerialna (np. urządzenie, maszyna, nieruchomość, licencja, patent, wiedza...)

Budowa zakładu produkcyjnego czy usługowego to inwestycja rzeczowa. Zakup lub wytworzenie linii technologicznej albo pojedynczego urządzenia to też inwestycja rzeczowa. Inwestycja ta polega więc na tym, że wykładamy pewne fundusze czego skutkiem jest powstanie jakiegoś środka trwałego.

 

niedziela, 25 listopada 2007
Studium wykonalności - kilka definicji według różnych instytucji

 

W tym artykule podałem kilka definicji pojęcia 'studium wykonalności'.

Są to definicje z oficjalnych dokumentów UNIDO oraz Komisji Europejskiej

 

Studium wg UNIDO

UNIDO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Przemysłowego) w swoich działaniach wykorzystuje kilkusetstronicowy, dość dobrze opracowany poradnik. Polskie tłumaczenie tego poradnika posługuje się nieco dziwaczną zbitką 'Studium feasibility'. Chodzi oczywiście o studium wykonalności. Ale dlaczego tłumacz nie zdecydował się przetłumaczyć słowa 'feasibility' to juz jego tajemnica. Przecież dokładnym polskim tłumaczeniem słowa 'feasibility' jest właśnie 'wykonalność'.

Poradnik Przygotowania Przemysłowych Studiów Feasibility

Studium feasibility musi dostarczyć wszelkich danych niezbędnych do podjęcia decyzji inwestycyjnej.

"Poradnik Przygotowania Przemysłowych Studiów Feasibility"
(Część Pierwsza - A)

 

Cały poradnik w polskim tłumaczeniu jest bezpłatnie dostępny on-line na stronie polskiego biura UNIDO.

 

 

 

 

 

 

 

Studium wg Komisji Europejskiej

W Unii Europejskiej, jednym z najczęściej przywoływanych i najbardziej podstawowych opracowań pomocnych przy przygotowaniu projektów jest przewodnik pt. "Analiza kosztów i korzyści projektów inwestycyjnych".

Analiza kosztów i korzyści projektów inwestycyjnych: Przewodnik

Studium wykonalności: badanie proponowanego projektu, które ma ustalić, czy proponowana inwestycja jest na tyle atrakcyjna, aby uzasadniać dalsze szczegółowe prace przygotowawcze.

"Analiza kosztów i korzyści projektów inwestycyjnych: Przewodnik"
Dyrekcja Generalna - Polityka Regionalna, Komisja Europejska
strona 151

 

Polskie tłumaczenie przewodnika dostępne jest między innymi na jednej z podstron internetowych serwisu www.funduszestrukturalne.gov.pl.

 

 

 

 

W oryginalnej wersji przewodnika definicja studium wykonalności brzmi następująco:

Guide to Cost-Benefit Analysis of Investment Projects

Feasibility study: a study of a proposed project to indicate whether the proposal is attractive enough to justify more detailed preparation.

"Guide to cost-benefit analysis Structural of investment projects"
DG Regional Policy, European Commission
strona 122

 

Przewodnik ten został wydany w 2002 roku. Angielskiej wersji językowej przewodnika najlepiej szukać u źródła czyli na stronach Komisji Europejskiej. Link do odpowiedniej strony jest tutaj.

 

 

 

 

 

 

Powyższy przewodnik z 2002 jest nową wersją wcześniejszego podręcznika, który opublikowany był w  roku 1997. Nieraz może być przydatne porównanie obu opracowań. Podręcznik z 1997 nie zawiera wprost definicji studium wykonalności chociaż to określenie się w treści przewija. Zawiera za to definicję pojęcia ‘analiza kosztów i korzyści' (cost-benefit analysis), które występuje tam praktycznie jako synonim ‘studium wykonalności'.

Guide to Cost-Benefit Analysis of Major Projects

Cost-Benefit Analysis - A procedure for evaluating the desirability of a project by weighting benefits against costs.

"Guide to Cost-Benefit Analysis of Major Projects
In the context of EC Regional Policy
1997 edition"
strona 79

W tłumaczeniu:

Analiza kosztów i korzyści - procedura oceny atrakcyjności projektu dokonywana poprzez porównanie korzyści z kosztami.

 

Angielska wersja językowa tego przewodnika dostępna jest również na stronie Komisji Europejskiej. Odpowiedni link jest tutaj.